EDIT: Następnym opowiadaniem, które mam zamiar zakończyć to she's you're hope oraz gone with the sin.
poniedziałek, 7 października 2013
Podziękowania.
EDIT: Następnym opowiadaniem, które mam zamiar zakończyć to she's you're hope oraz gone with the sin.
Epilog.
- Marie ? - zawołałam wesoło, a dziewczyna odwróciła się, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem.
- Charls ? - zapytała zaskoczona. Podbiegłam do niej i uściskałyśmy się serdecznie.
- Pięknie wyglądasz - stwierdziłam, przypatrując się jej uważnie. Włosy miała upięte w wysokiego koka, a ubrana była w czerwoną, elegancką sukienkę. - Gdzieś się wybierasz ? I co sprowadza cię do Londynu ?
- Rozkwitający związek - zaświergotała radośnie. - Wybierałam się właśnie do chłopaka na kolację.
- W takim razie wesołych świąt ! - krzyknęłam do pędzącej przed siebie dziewczyny.
- Wzajemnie !
Uśmiechnęłam się pod nosem i pobiegłam do supermarketu. Zakupiłam wszystkie potrzebne produkty, zapłaciłam i wróciłam do mieszkania.
- Jestem !
Ściągnęłam czapkę, szalik oraz kurtkę i weszłam do salonu, gdzie Harry męczył się z przyozdobieniem choinki.
- Ładnie ? - zapytał, obejmując mnie w pasie i cmokając w zaczerwieniony od mrozu policzek.
- Pięknie, jeszcze łańcuch - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło. - Pójdę zrobić kakao.
Weszłam do kuchni gdzie rozpakowałam zakupy i uszykowałam nam gorącej czekolady według przepisu mojej mamy. Nagle z salonu dobiegł mnie trzask łamanych gałęzi i tłuczonego szkła.
- Błagam tylko nie to - szepnęłam sama do siebie i przykmnęłam powieki, by nie wybuchnąć.
- Charlotte ?
Wróciłam do salonu gdzie stał Harry, a pod nim leżała choinka i odłamki szkła.
- Wiesz, że nie mamy już żadnych ozdób ?
- No wiem - jęknął, ale zayważyłam tajemniczy błysk w jego oczach.
- O nie - zaśmiałam się, przytulając go do siebie.
- A może zrobilibyśmy swoje ozdoby ? Wiesz ciasteczka, skórki pomarańczy...
- I łańcuch, którego zrobieniem zajmiesz się ty, kochanie - zachichotałam, całując go w policzek.
- Dlaczego ja ? - zapytał zdziwiony.
- Bo to ty nabałaganiłeś. Ja idę robić ciasteczka.
Usłyszałam przekleństwa Harry'ego nim weszłam do kuchni i pokręciłam z politowaniem głową. Zostały się niecałe dwa dni do świąt, a my kompletnie jesteśmy do nich nie gotowi tym bardziej, że Lou ma przyjść z Eleanor. Owszem pogodzili się tak jak Harry i Lou. Gdy przypomnę sobie tamten dzień, och.
<retrospekcja>
Zrezygnowałam z ich obu. Skoro miałam niszczyć ich wieloletnią przyjaźń wolałam to wszystko zakończyć. Nie widziałam się z nimi od dobrych dwóch tygodni. Oboje zajęci próbnymi testami, które mieli pisać na początku grudnia. Nie raz próbowali się ze mną skontaktować, ale zwyczajnie nie odbierałam. Może i zachowywałam się wobec nich jak oziębła suka, ale robiłam to dla nich i dla ich dobra.
Siedząc w salonie po pracy i oglądając jakiś denny film dokumentacyjny, popijałam herbatę z cytryną i mlekiem. Było już grubo, po dziewiętnastej, kiedy w mieszkaniu rozległ się dzwonek. Podniosłam się leniwie i poprawiłam swoją bluzę, lekko obciągając ją w dół. Za drzwiami stał Harry i nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć wszedł do środka i wpił się w moje usta. Przyparł mnie do ściany, zamykając drzwi kopniakiem. Chciałam go odepchnąć, ale nie miałam na tyle sił gdyż przylgnął do mnie całym sobą.
- Ugh... Przestań, Harry - warknęłam, pomiędzy pocałunkami. - Co to miało być ?!
Krzyknęłam, kiedy nareszcie się ode mnie odsunął. Znaczy ja nie miałam nic przeciwko temu, by mnie całował, ale nie lubię łamać postawionych sobie zasad.
- Teraz nic nie stanowi dla ciebie wyboru. Lou wrócił do Eleanor. Wiem, że wówczas miałaś wyrzuty sumienia, ale teraz jest wszystko dobrze. Możemy być razem - powiedział powoli, uśmiechając się uroczo. - Boże to brzmi jak jakaś popieprzona opera mydlana.
Zaśmiałam się, zakładając niesforny kosmyk włosów za ucho.
- A skąd wiesz, że chcę z tobą być ?
- A nie chcesz ? - zapytał, a zawód wymalował się ja jego twarzy. Posłałam mu ciepły uśmiech i wtuliłam się w niego mimo, że był mokry od śniegu, który dawno zdążył się stopić.
- Kocham cię, Charlie - szepnął, całując mnie w czubek głowy.
- Ja ciebie też, Harry.
<koniec retrospekcji>
piątek, 4 października 2013
21. Czy nasza miłość mogłaby istnieć bez ofiary, bez rezygnacji z pragnienia posiadania wszystkiego?
Przemierzając ciemne ulice Londynu, popijałam kawę, którą uszykowała mi mama. Granatowy termos ogrzewał moje zmarznięte ręce. Przyglądałam się kolorowym wystawom sklepów. W niektórych oknach były już świąteczne wystawy co mnie zaskoczyło, gdyż mamy początek listopada. Na niebie zaczęły się gromadzić ciemne chmury nie zapowiadające nic dobrego, a do domu miałam jeszcze spory kawałek. Nieco przyśpieszyłam kroku. Z nieba zaczęły spadać pierwsze krople, więc truchtem ruszyłam do domu.
- Jeszcze, tylko kawałek - wyszeptałam sama do siebie, próbując złapać oddech. Nim dobiegłam rozpadało się na dobre, a ja byłam przemoczona co do ostatniej, suchej nitki. - Cholera.
Przeczesałam mokre włosy palcami i dopiero teraz zauważyłam, że na schodach siedzi zziębnięty Louis.
- Co ty tutaj robisz ? - zapytałam i otworzyłam przed nim drzwi mieszkania. - I od której tutaj siedzisz ?
- Musimy porozmawiać - wybełkotał, uśmiechając się niemrawo.
- Ile wypiłeś ?
- Nic, kochanie - odpowiedział, obejmując mnie mocno w pasie. Oparłam się dłońmi o jego umięśniony tor, by na niego nie wpaść.
- Wchodź do środka, bo mi zimno - zrobił to o co go poprosiłam, puszczając mnie. - Pozwolisz, że się przebiorę ?
Skinął głową i wszedł do kuchni, ja natomiast udałam się do łazienki, gdzie się rozebrałam i rozwiesiłam mokre ciuchy na suszarce. Nałożyłam na siebie swój bordowy porannik i wysuszyłam włosy. Weszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Wybrałam zwyczajną, białą, lekko prześwitującą bluzkę, szare, przyciemniane w niektórych miejscach rurki i czarną bluzę z kapturem, gdyż w domu nie było za ciepło. Nogawki spodni lekko podwinęłam, nadając wszystkiemu lepszy efekt. Zeszłam na dół, gdzie w salonie siedział Louis z dwoma kubkami parującej herbaty z cytryną.
- Dziękuję - odpowiedziałam nieco speszona. - To ja powinnam cię obsługiwać, a nie na odwrót.
Chłopak posłał mi ciepły uśmiech i upił łyk gorącego napoju.
- Jak było u rodziców ? Opowiadaj.
- Um myślę, że w porządku - stwierdziłam po chwili zastanowienia. - Nie było aż tak sztywno jak myślałam, że będzie.
Przytaknął głową, wpatrując się w punt przed sobą. Widziałam, że coś go dręczyło.
- Co jest, Lou ? - zapytałam, przysuwając się do niego bliżej. On objął mnie ramieniem i pocałował mnie w czoło. Wciąż czułam od niego nutkę alkoholu.
- Ciężko żyć, kiedy osoba, którą darzysz wielkim uczuciem nie odwzajemnia go.
Westchnęłam, przygryzając dolną wargę.
- Wcale nie powiedziałam, że cię nie kocham.
- To jak to jest, Charlotte ? Chciałbym wiedzieć co między nami jest.
- Ja... Ja nie wiem - zaczęłam się nieudolnie jąkać, a moją udrękę przerwał mi Lou pocałunkiem. Przygryzł moją dolną wargę na co zareagowałam cichym jękiem, a on to wykorzystał i wślizgnął się językiem do mojego wnętrza. Minęła chwila zanim się od siebie oderwaliśmy. Łapiąc oddech, uśmiechałam się jak idiotka do Louis'a.
- Pójdziemy do ciebie ? - zapytał niepewnie. Przystałam na jego propozycję, gdyż zaczęło się robić coraz chłodniej. Muszę podkręcić ogrzewanie. Weszliśmy do góry, kierując się do mojej sypialni. Położyłam się na łóżku, a obok mnie Lou, obejmując mnie w pasie. Schowałam twarz w jego klatce piersiowej, wdychając zapach jego niebiańskich perfum.
- Muszę ci kiedyś podprowadzić te perfumy - zaśmiałam się, a mój towarzysz zaciągnął się powietrzem. Wywnioskowałam to silnym ruchem jego klatki piersiowej.
- Kocham cię - wyszeptał, wypuszczając nagromadzone powietrze z płuc. Zamarłam, zdając sobie znaczenie tych słów. Co mam mu odpowiedzieć ? Że też go kocham ?
- Nie chciałabym ci robić złudnej nadziei, Lou. Przepraszam - mruknęłam, nim w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
- Ja pójdę - bąknął niezadowolony. To przeze mnie. Jestem okropna. Przeklęłam siebie pod nosem jednak wstałam i stanęłam na krańcu schodów, by podsłuchać kto przyszedł.
- Co ty tutaj robisz ? - zapytał osobnik stojący w progu. Rozpoznałam głos Harry'ego i wiedziałam już co się zapowiada. Nie chciałam, by skończyło się bójką tak jak ostatnio. Zeszłam i stanęłam między nimi, a Styles chciał przyciągnąć mnie do siebie, ale się mu wyrwałam.
- Nie chcemy cię pośpieszać Charlie, ale...
- Chcielibyśmy wiedzieć co czujesz i kogo wybierasz - dokończył Harry za Louis'a.
- Ja... ja nie wiem - mruknęłam.
- Kogo wybierasz, Charlie ? Lou czy ja ?
piątek, 27 września 2013
20. Życie to coś, co robię, kiedy nie mogę zasnąć.
Ubrana w kremową, schludną sukienkę czekałam aż nadjedzie tramwaj. Dłonie trzęsły mi się z nerwów, które nie dały mi zaznać spokoju. W końcu pojazd nadjechał na właściwy peron, więc weszłam do środka. Niestety wszystkie miejsca były zajęte i musiałam chwycić się jednej z metalowych rurek. Trzymałam się jej kurczowo, by nie upaść. Dom rodziców był na przedmieściach Londynu, więc mam kawałek drogi do przejechania. Oparłam głowę o chłodną nawierzchnię rury i przymknęłam oczy. Nie mogłam spać w nocy z nerwów. W końcu nie widziałam się z matką od półtora roku. Pierwszy przystanek za mną, jeszcze pięć. Jedno miejsce za mną się zwolniło, więc szybko je zajęłam, ignorując pełne nienawiści spojrzenia posyłane w moją stronę.
Weszłam na posesję moich rodziców i zauważyłam owczarka niemieckiego zaszytego w kącie gotowego do ataku.
- Bruno, chodź do mnie ! - zawołałam radośnie. O dziwo, pies podbiegł do mnie, a ja pogłaskałam go po głowie. Spojrzałam na drzwi, które się uchyliły i stanęła w nich dobrze mi znana sylwetka.
- Charlotte ? - zapytała z niedowierzaniem, a w kącikach jej oczu zabłyszczały słone łzy. Zbliżyłam się do niej i uścisnęłam serdecznie. - Wyrosłaś, kochanie.
Zaśmiałam się i spojrzałam na nią, ścierając jej łzy z twarzy.
- Nie płacz, nie warto.
- Tęskniłam za tobą. Gdzieś ty się przez to półtora roku podziewała ?
- Byłam tu i tam, ale nie wyjeżdżałam poza granice Londynu - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Weszłyśmy do jadalni, w której już siedział ojciec i czytał poranną gazetę. Wszystkie wspomnienia wróciły, niczym wzburzona fala.
<retrospekcja>
- John do cholery czy ty mnie w ogóle słuchasz ?! - krzyknęła mocniej ściskając moje ramię.
- Przestań - syknęłam, próbując jej się wyszarpnąć za co posłała mi mordercze spojrzenie.
- Jest nastolatką, nie pamiętasz jak my się w jej wieku zachowywaliśmy ?
- Ale nie pchaliśmy się do łóżka nowo poznanym osobom ! Czy ty wiesz co ona zrobiła ? - zapytała zirytowana, zachowaniem męża. Zdziwiony podniósł się z miejsca, nie spodziewając się takiej odpowiedzi.
- Co zrobiła ?
- Przespała się z nieznajomym mężczyzną - syknęła.
- Nie, tylko z jednym - odpowiedziałam smętnie, odurzona niedawno zażytymi narkotykami. Michael wie co dla mnie dobre. - Kurwa puszczaj, boli.
Chwiejnym krokiem ruszyłam do pokoju, kiedy zaczęli dyskutować między sobą. Nie miałam zbytnio ochoty, by słuchać ich zażaleń. Ściągnęłam szpilki i rzuciłam je w kąt swojego zagraconego pokoju. Przydałoby się tu zrobić porządek, ale to później teraz nie miałam na to siły.
Do pokoju wtargnęli rodzice, wybudzając mnie z błogiego snu.
- Pakuj się - syknęła matka, wyciągając walizkę i rzucając ją na podłogę.
- Gdzie wyjeżdżamy ?
- Raczej gdzie ty wyjeżdżasz - powiedział ojciec, przyglądając mi się z rozczarowaniem w oczach.
- Co to znaczy ?
- Że cię wyrzucamy z domu - odpowiedział niewzruszony.
<koniec retrospekcji>
Przełknęłam głośno ślinę, opanowując rozszalałe serce bijące w nierównym rytmie. - Zaraz przygotuję obiad - rzuciła i wyszła speszona do kuchni. Usiadłam na krześle obok taty.
- Dzień dobry - przywitałam się, uśmiechając niepewnie.
- Jestem twoim ojcem. Nie musisz się względem mnie zachowywać tak formalnie.
Przytaknęłam głową i oparłam dłonie na ciemnobrązowym blacie, gdzie leżały zastawione talerze i surówki gotowe do spożycia. Mama po chwili doniosła kurczaka curry i pieczone ziemniaki. Posiłek spożyliśmy w niekomfortowej ciszy. Następnie ojciec udał się do salonu, by obejrzeć powtórkę wczorajszego meczu. Ruszyłam za nim i usadowiłam się w skórzanym fotelu.
- Mogę zobaczyć mój pokój ? - wypaliłam, a moje policzki zapiekły.
- Pewnie. Drugi pokój po lewej stronie.
- Wiem gdzie to jest, mamo - odpowiedziałam wywracając oczami. - W końcu spędziłam tam siedemnaście lat.
Weszłam schodami na górę i otworzyłam drzwi do swojej sypialni. Nic się tu nie zmieniło. No może oprócz świeżych firanek w oknach. Usiadłam na łóżku i sięgnęłam po kolaż ze zdjęciami, który leżał na szafce nocnej. Na fotografiach byłam ja, Michael i moja koleżanka Tracey. Czas, w którym imprezowałam bez ograniczeń i nic mnie poza tym nie interesowało. Tak wiele się zmieniło. Na gorsze.
niedziela, 22 września 2013
19. Małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć.
- Nie trzeba mój przyjaciel po mnie przyjedzie - odpowiedziałam, uśmiechając się.
- Ja idę, do zobaczenia jutro na obiedzie - pomachałam mu na pożegnanie i wyszłam przed sklep, gdzie czekać miał na mnie Harry. Pogoda znacznie się pogorszyła od rana. Niebo osunęło się ciemnymi chmurami, a spod nich przebłyskiwał księżyc. W końcu zza rogu wyjechało auto jednak nie był to samochód Harry'ego. Po rejestracji, którą już widziałam nie raz rozpoznałam, że był to Louis. Co on tutaj do cholery robił ?
- Hej ! - zawołał i wyszedł z samochodu, pędząc w moją stronę.
- Lou musisz iść - powiedziałam stanowczo, odpychając go od siebie.
- Ale dlaczego ?
- Zrób to dla mnie i po prostu idź stąd zanim nas zobaczy.
- A ty co tutaj robisz ? - zapytał, wciąż przyglądając mi się uważnie i czekając na wyjaśnienia. Harry podszedł do niego i wyrwał mnie z silnego uścisku Lou.
- Przyjechałem po moją dziewczynę - odpowiedział, trzymając mnie w ramionach. Dziewczynę ? Nie mówię, że mi to przeszkadza, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiego obrotu akcji.
- Co ty sobie znowu ubzdurałeś ? - zapytał Tomlinson, podchodząc nieco bliżej.
- Przyszedłem do niej rano i wyznaliśmy sobie miłość - mimowolnie zaśmiałam się z jego wypowiedzi.
- Ja właśnie po to przyjechałem.
- Odpierdol się od mojej dziewczyny - wysyczał wściekły Harry. Odsunął mnie na bok i podszedł do Lou, powalając go jednym ciosem na ziemię. Przerażona zakryłam dłonią usta i chciałam im przerwać jednak Louis podniósł się i zadał Harry'emu cios w brzuch. Chłopak zgiął się w pół jednak się nie poddał. Zaczęli okładać się pięściami.
- Ja... ja przepraszam - mruknął. - Nie wiedziałem co robię.
- Lou – zaczęłam cicho, ocierając łzy z twarzy. - Lou słyszysz mnie ?
- Spokojnie - szepnął i uśmiechnął się do mnie lekko. Widziałam jak wielki ból mu to sprawia. - Widzisz ? I na co ci to było ? Mnie wybrała.
- Nikogo nie wybrałam - jęknęłam. - Nie wiem co w was wstąpiło. Najlepsi przyjaciele biją się o zwykłą dziwkę – prychnęłam.
- Nawet nie można się spokojnie umyć – warknęłam i wyszłam spod natrysku. Owinęłam się szlafrokiem i zeszłam na dół, by otworzyć.
sobota, 21 września 2013
18. Człowieka z charakterem pociąga to, co jest trudne.
Stałam tam sama nie wiedząc co dokładne chcę powiedzieć. Harry wpatrywał się we mnie z mieszanką bólu i zdziwienia na twarzy.
- Proszę powiedz mi ci się tutaj dzieje - wyszeptał zrezygnowany, ciężko wzdychając.
- Marie wróciła do Manchesteru - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Co się stało, Harry ?
- Po prostu z nią zerwałem - mruknął, spuszczając głowę i szurając nogą o podłogę. - Pewnie zastanawiasz się dlaczego to zrobiłem - zaśmiał się gorzko, podchodząc coraz bliżej. Mimowolnie moje serce zabiło szybciej, a strach omiótł moje ciało. Tak jakby wszystko inne zupełnie wyparowało. Objął mnie w talii, przysuwając do siebie jeszcze bliżej. Dzieliło was dosłownie parę centymetrów.
- Jeśli mnie kochasz to przerwij to wszystko - powiedział pewnym siebie i uwodzicielskim tonem. Przygryzłam dolną wargę. Spojrzałam w jego piękne, zielone tęczówki i zatraciłam się w ich głębi, którą w sobie kryły.
- A co jeśli nie przerwę ? - spytałam niepewnie.
- To będzie dla mnie dowodem, że mam o ciebie walczyć - odpowiedział i złożył na moich ustach krótki pocałunek. Objęłam jego twarz dłońmi i oddałam pocałunek pogłębiając go. Chwycił mnie za uda, a ja podskoczyłam i oplotłam go nogami w pasie. Swoje ręce przesunął na moje pośladki, ściskając je. Jęknęłam, a on wsunął swój język do środka. Przygryzłam jego dolną wargę na co cicho mruknął.
- Już się wystraszyłem, że to przerwiesz - szepnął, delikatnie się ode mnie odsuwając. Zastanawiam się tylko czy to było z miłości do niego czy zwykły impuls.
- A teraz powiesz mi co ty tutaj robisz ? - spytał, uśmiechając się.
- Byłam współlokatorką Marie - szepnęłam nerwowo, przygryzając wargę. Zaskoczony uniósł brwi, czekając aż zacznę kontynuować. - Naprawdę chcesz wiedzieć ?
Skinął głową, utwierdzając mnie w przekonaniu.
- Dowiedziała się, że parę razy się spotkaliśmy i zaczęła mi grozić - odpowiedziałam, przymykając powieki. Wciąż mnie trzymając, potarł mój policzek w pocieszycielskim geście. - Parę razy mnie uderzyła, ale to nic wielkiego. Miałam gorsze siniaki.
- A wtedy co spotkaliśmy cię przy klubie ? - dalej drążył temat. Muszę przyznać, że był bardzo ciekawskim chłopakiem.
- Uciekałam - odpowiedziałam. - Proszę nie każ mi tego tłumaczyć. To opowiem ci jak będę na to gotowa.
- Dlatego zerwałaś ze mną kontakt ? - skinęłam głową. - Zawsze tak niechętnie reagowała, gdy o tobie opowiadałem.
- Opowiadałeś jej o mnie ? - zapytałam zdziwiona, zarazem ucieszona z tego faktu. Zaśmiał się uroczo i zauważyłam jak jego policzki przybierają szkarłatną barwę. - Słodko wyglądasz. kiedy się rumienisz.
- A w tej wiadomości ? Z kim zaczęłaś się spotykać ? - nie wiem czy chcesz poznać odpowiedź. Naprawdę nie chcę niszczyć ich wieloletniej przyjaźni. Na szczęście, usłyszałam mój dzwoniący telefon, który leżał w kuchni na blacie.
- Nie puszczę cię dopóki mi nie powiesz.
- Harry mogą dzwonić z pracy - westchnęłam zirytowana jego zachowaniem. - Cholera praca !
- Podwiozę cię - zaproponował na co z chęcią przystałam. Mieliśmy niecałe piętnaście minut na dojazd do sklepu. Wzięłam telefon z blatu i odrzuciłam połączenie, które jak się okazało było od Lou.
- Gdzie to ? - spytał, gdy wsiadaliśmy do jego czarnego Range Rover'a.
- Na Mortimer Street.
- Zobaczymy się później - powiedział, całując mnie w policzek.
- Dobrze. Do zobaczenia - pożegnałam się i wyszłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Weszłam do sklepu, wchodząc na magazyn. Prz kasie stała ekspedientka. Jak dobrze, że będziemy we dwie, zanudziłabym się tu. Na szczęście dzisiaj sobota, więc kończymy szybciej. Szef siedział tyłem do mnie, pracując nad czymś.
- Umm przepraszam - odchrząknęłam niepewnie. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Charlotte Reus, mam rację ? - zapytał. - Stęskniłem się za tobą córeczko.
Chciał mnie przytulić, ale ja zaskoczona odsunęłam się.
- Kim pan jest ?
- John Reus - odpowiedział na co zamarłam. - Nie pamiętasz mnie ?
- Tato ? - szepnęłam niesłyszalnie, a łzy napłynęły do mich oczu. - To dlatego mnie przyjąłeś ?
- Owszem z mamą bardzo tęskniliśmy, wiesz ?
- W takim razie dlaczego mnie wyrzuciliście ? Zostawiliście mnie samą, kiedy byłam w totalnej rozsypce ! - krzyknęłam i chciałam go uderzyć jednak om przewidział mój ruch i złapał moją rękę, przytulając mnie do siebie.
- Bo byliśmy wściekli, kiedy dowiedzieliśmy się, że robisz za prostytutkę. Później zaczęliśmy cię szukać nawet wynajęliśmy detektywa, ale ty tak jakbyś się rozpłynęła w powietrzu. Co się z tobą działo przez te półtora roku, Charlotte ? - spytał, głaskając mnie po głowie.
- Wiele - zaśmiałam się gorzko. - Dlaczego was to tak interesuje ? Nigdy wam nie wybaczę tego, że wyrzuciliście mnie na bruk ! Rozumiesz ? Nigdy - wysyczałam wściekła przez zęby. Pomimo tego byłam w jakimś stopniu szczęśliwa. Tęskniłam za nimi.
- Ale zrozumieliśmy swój błąd i zaczęliśmy cię szukać. Kochamy cię i dobrze o tym wiesz. To miała być kara dla ciebie. Wciąż robisz za prostytutkę ?
- Nie - odpowiedziałam.
- Od teraz będziemy opłacać twoje rachunki, bo zapewne masz jakieś mieszkanie.
Ciekawe kim była osoba, która wciąż do mnie dzwoniła.
- Mam do ciebie pytanie, tato - zaczęłam niepewnie. - To ty byłeś tą osobą, która do mnie dzwoniła i pisała wiadomości ?
- Tak, ale robiliśmy to z zastrzeżonego numeru.
- Przecież wiem. Widzę co mi się wyświetla na ekranie. Tylko dlaczego z zastrzeżonego i dlaczego takim dziwnym głosem ?
- Och to był nasz mały plan - uśmiechnął się. To ja momentami zawału dostawałam, a to ojciec dzwonił.
- Czy to wiesz jak ja się bałam ?
- Teraz już nie masz czego.
Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Mimo tego co działo się przez te półtora roku, wybaczyłam im to, a przynajmniej bardzo się starałam.
- A teraz idź pracuj - zawołał, głosem szefa nieznoszącym sprzeciwu. Przewróciłam oczami i stanęłam za ladą obok niewysokiej blondynki z okularami na nosie. Zajęta była czytaniem jakiegoś magazynu.
- Um cześć jestem Charlie - przedstawiłam się i podałam jej rękę.
- Madilyn, bardzo mi miło - ujęła moją rękę. - I przepraszam, że pytam, ale stało się coś na magazynie ? Usłyszałam krzyki i wystraszyłam się.
- Nie uwierzyłabyś mi gdybym ci opowiedziała co się stało - zaśmiałam się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
wtorek, 17 września 2013
17. Gdy tylko coś się nie udaje, to mówi się, że był to eksperyment.
Z perspektywy Charlie
Zeszłam na dół, szurając bosymi stopami o zimną posadzkę. Ciężko westchnęłam, przecierając oczy i weszłam do kuchni. Uchyliłam lodówkę i wzięłam kartonik mleka. Odkręciłam nakretkę, którą rzuciłam gdzieś na stół i upiłam duży łyk. Przeszłam do przedpokoju gdzie pakowała swoje rzeczy Marie.
- Szkoda, że wyjeżdżasz - mruknęłam, zgniatając pusty już kartonik.
- Nie mów, że ci przykro, bo wiem, że to nieprawda - westchnęła, poprawiając sweter, który zsunął się jej z ramienia.
- W sumie prawda - przytaknęłam zgodnie z prawdą.
- Och i masz - podała mi kopertę.
- Co to ? - zapytałam niepewnie, otwierając ją. Pieniądze ?
- Za co to ?
- Obie wiemy, że jesteś spłukana i potrzebna ci ta kasa - wzruszyła ramionami i zarzuciła torbę na ramię, a walizkę chwyciła do ręki. - Och i już nie musisz udawać dziewczyny Louis'a. Po prostu zapomnij o tym wszystkim co się stało. Powodzenia.
- Wzajemnie - bąknęłam, kiedy wyszła trzaskając drzwiami. Wyrzuciłam karton po mleku do kosza i wróciłam na górę. Z ciekawości zajrzałam do pokoju mojej byłej już lokatorki. Jedyne co po sobie zostawiła to meble, pościel i kórtkę, którą dał mi Harry. Wzięłam ją do ręki i zaniosłam do swojej sypialni. Otworzyłam szafę i wybrałam jasnoniebieskie jeansy podwinięte do kostek, biały prześwitujący top. Szybko się przebrałam i poszłam do łazienki, by doprowadzić się do ładu. Splątane włosy rozczesałam i zaczesałam w koka na czubku głowy. Z twarzy zmyłam rozmazany tusz i dopiero wtedy zobaczyłam jakie mam wyraźne sińce pod oczami. Otworzyłam szafkę w poszukiwaniu korektora. Pięknie Marie musiała go zgarnąć razem ze swoją kolekcją kosmetyków. Westchnęłam i jeszcze raz przemyłam twarz. Wyglądałam jak nieszczęśnik. Jęknęłam żałośnie i umyłam zęby. Nałożyłam tusz na rzęsy i bezbarwny błyszczyk na usta. Zauważyłam jak mój telefon na półce się porusza pod wpływem wibracji. Odebrałam nawet nie patrząc kto to ponieważ byłam zbyt zaangażowana swoim wyglądem.
- Tak słucham ? - zapytałam.
- Dzień dobry. Jestem kierownikiem sklepu odzieżowego, w którym złożyła pani podanie. Od jutra zacznie pani pracę.
- Naprawdę ? - pisnęłam szczęśliwa.
- Tak. Mimo, że nie ma pani szerokiego doświadczenia jestem zdania, by każdemu dać szansę. Proszę zjawić się jutro w sklepie o godzinie dziewiątej. Do widzenia - rozłączył się nim zdążyłam się pożegnać. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i pisnęłam, skacząc z zadowolenia. Nareszcie mam pracę ! Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego mnie przyjął skoro - jak sam to ujął moje doświadczenie jest niewielkie ? Właściwie kogo to interesuje ? Najważniejsze jest to, że mam stałą pracę. Muszę przyznać, że z nadmiaru emocji zgłodniałam. Zeszłam do kuchni i z szafki wyjęłam jajka oraz sól i pieprz. Z piekarnika wyjęłam patelnię i postawiłam ją na piecu. Rozbiłam dwa jajka nad patelnią, które powoli zaczęły się przypiekać. Doprawiłam je solą i pieprzem. Gdy żółtka stwardniały zdjęłam je z patelni i przełożyłam na talerzyk. Wyjęłam z szuflady widelec i usiadłam przy wysepce, powoli jedząc jajka. Ktoś zadzwonił do drzwi na co zareagowałam głośnym przeklnięciem. Gość jednak był na tyle natarczywy, że nie puścił dzwonka, tylko dociskał go.
- Idę ! - wrzasnęłam poirytowana. Wściekła pociągnęłam za drzwi jednak kiedy zobaczyłam kto za nimi stoi zamarłam. Dosłownie jakbym przyrosła do podłogi.
- Charlie co ty tu robisz ?
- Harry ? - szepnęłam skonsternowana, marszcząc brwi.
- Co tu robisz ? I gdzie jest Marie ? O co tu w ogóle chodzi ? - warknął, wchodząc do środka. Warto dalej brnąć w to kłamstwo ?
_________________
Z przykrością wam mówię, że zbliżamy się do końca opowiadania. Na pewno nie pojawią się tu więcej niż 22 rozdziały.
sobota, 14 września 2013
16. Ten, który kocha staje się zaślepiony wobec przedmiotu swojej miłości.
- Pa, Lou - zawołałam, wychodząc z samochodu. - Jeszcze raz ci za wszystko dziękuję.
- Nie ma za co - krzyknął, kiedy zamykałam drzwi od strony pasażera. Jutro powinnam się dowiedzieć czy mnie przyjęli. Na szczęście podań nie było aż tak wiele. Wyjęłam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi. W przedpokoju zostawiłam trampki i weszłam do kuchni, gdzie nalałam sobie wody. Od niedawna jestem na diecie. Ugh, nienawidzę tego, ale muszę jakoś wyglądać. Wyjęłam telefon i włączyłam go. Miałam dwie nowe, nieodebrane wiadomości. Otworzyłam je i odczytałam.
Od Nieznajomy:
Jak spotkanie z kolegą ?
Do Nieznany:
Powiesz mi kim jesteś ?
Od Nieznany:
Jestem jednym z twoich nagorszych koszmarów, kochanie.
Nie miałam wątpliwości kto był nadawcą wiadomości. Najgorsze było to, że Moore mnie śledził. Nie chcę, by Louis na tym ucierpiał. Sfrustrowana westchnęłam i przymknęłam powieki, by się skupić. Co ja mam do cholery zrobić ? Przecież nie pójdę na policję, bo zamkną i mnie. Byłam zagubiona w tym wszystkim. Wbiegłam schodami na górę i weszłam do mojego pokoju. Zasłoniłam okna i usiadłam na zaścielonym łóżku. Wzięłam do ręki książkę, którą niedawno zaczęłam czytać. Szczerze mówiąc Intruz to jedna z najciekawszych książek jakie udało mi się wypożyczyć w naszej skromnej bibliotece na rogu. Lubię tego typu książki jednak większość jest o dość oklepanej fabule. Sprawdziłam swoją kartę czytelnika i zdałam sobie sprawę, że termin oddania paru innych książek, które wypożyczyłam wcześniej, jest do dzisiaj. Nie miałam zamiaru dodatkowo płacić, więc wstałam wzięłam kartę oraz książki i ruszyłam do wyjścia. Na stopy wsunęłam białe trampki i wyszłam. Powolnym krokiem, podążałam do biblioteki oddalonej o niecałe siedemset metrów. Tak przynajmniej mówił znak. Powoli zaczęło się sciemniać, więc przyśpieszyłam kroku. W końcu doszłam do ceglanego, wyróżniającego się budynku i wspięłam się po marmurowych stopniach. Drzwi jak zawsze były otwarte na oscież, więc weszłam do środka, podchodząc do biurka, przy którym siedziała bibliotekarka.
- Dobry wieczór - powiedziałam wesoło do pani Simpson.
- Och, dobry wieczór pani Reus.
Podałam jej stosik książek i kartę czytelnika.
- Mhmm - mruknęła sama do siebie, przeszukując karty poszczególnych powieści. Gdy w końcu udało jej się znaleźć odpowiednie, wpisała na nich dzisiejszą datę i włożyła pomiędzy okładkę, a stronę tytułową książki. Postąpiła tak z paroma innymi. W końcu skończyła, a ja wyszłam żegnając się z nią. Na dworze już zapadła całkowita ciemność, więc truchtem ruszyłam do domu. Potknęłam się o sznurowadło, które podczas biegu musiało się rozwiązać, więc przykucnęłam i związałam je w kokardkę. Kiedy wstałam usłyszałam za sobą głośny śmiech, więc przestraszona odwróciłam się, by sprawdzić kto to jednak nikogo nie zobaczyłam.
- Dziwne, cholernie dziwne - szepnęłam sama do siebie. Poczułam wibracje w przedniej kieszeni spodni, więc wyjęłam telefon. Numer nieznany. Niepewnie odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
- Tak słucham ? - zapytałam, głośno przełykając ślinę.
- Jak się czujesz ?
- Przepraszam kim jesteś ?
- Już mnie znasz, księżniczko - odpowiedział silnym barytonem. Rozłączyłam się jak najszybciej i zaczęłam biec w kierunku domu, co rusz mijając pijanych ludzi. W końcu stanęłam przed mieszkaniem jednak co mnie zaskoczyło to to, że drzwi były otwarte na oścież. Włamanie ? Usłyszałam głośny szloch, który prawdopodobnie dochodził z salonu. Weszłam do środka, a na dywanie leżała Marie z butelką wódki w ręce.
- Co się stało ? - zapytałam, klękając obok niej i odstawiając wysokoprocentowy napój na szklany stolik.
- Zostawił mnie - wyszeptała między napadami szlochu. - I to przez ciebie.
Westchnęłam i usiadłam na sofie, podkulając nogi pod brodę. Zachciało mi się płakać. Mimo, że nienawidziłam Marie za to co ile krzywdy mi wyrządziła, było mi jej szkoda.
- Wyjeżdżam - odparła, podnosząc się do pozycji siedzącej i biorąc butelkę z wódką do ręki. Upiła spory łyk i z powrotem spojrzała na mnie. - Wracam do Manchesteru.
- Czemu ? Nie wszystko stracone, może do ciebie wróci.
- Wiem co mi powiedział, tak ? Jestem pewna, że tak się nie stanie. T już koniec, Charls. Wyraźnie dał mi do zrozumienia, że mnie nie kocha.
- Mogę wiedzieć co ci powiedział ? - spytałam niepewnie, przygryzając dolną wargę.
- Spotkaj się z nim. On tylko na to czeka - warknęłam Marie, przeczesując palcami swoje ciemnobrązowe włosy. A wiesz, że zrobię to ?
- Idę się pakować - burknęła. - Do po jutra nie powinno być tu nic z moich rzeczy. Powodzenia w szukaniu współlokatorki lub współlokatora.
Wyszła z salonu i wbiegła po schodach. Dlaczego wszystko musi się tak chrzanić ?
niedziela, 8 września 2013
15. Chciałbym mieć umysł tak giętki, jak mają ciało akrobaci.
- Chcę ci pomóc, rozumiesz ? - powiedziałem, wpatrując się w nią jednak ona unikała mojego natarczywego wzroku.
- Po co ? - szepnęła.
- Bo mi na tobie zależy. Proszę powiedz mi.
Westchnęła głośno i w końcu zerknęła na mnie.
- Pamiętasz tego chłopaka z baru ? - powiedziała niepewnie, a ja skinąłem głową. Na samą myśl o nim zagotowało się we mnie. - Więc, zaproponowałam mu seks w zamian za to by zostawił mnie i ciebie w spokoju. Gdy przyszedł do mnie zrobiliśmy to, a on wydał mnie handlarzowi prostytutek - stopniowo jej głos się ściszał, więc musiałem się na prawdę skupić, by ją usłyszeć. - Rozumiesz ?
- Zabiję gnoja - warknąłem czując nagły przypływ adrenaliny.
- Uspokój się - o dziwo była spokojna. Może dlatego, że zagłębiła mnie w gorsze tajemnice jej życia. - Następnie zatrzymali mnie w jakiejś piwnicy, a później przewieźli do tego gwałciciela. Jakimś cudem udało mi się uciec i spotkałam Harry'ego, a on dał mi swoją kurtkę bym nie biegła półnaga przez centrum miasta.
Popatrzyłem na nią zszokowany, nie odzywając się ani słowem. Wiedziałem, że pominęła parę istotnych szczegółów ze spotkania z Harry'm, ale nie chciałem jej już denerwować. Wzruszyła ramionami i wyjrzała przez okno. W końcu odpaliłem silnik, nie wiedząc co powiedzieć.
- A tak w ogóle to gdzie jest urząd pracy ?
- Myślałam, że wiesz - zachichotała, odwracając się w moją stronę. - Najbliższy będzie na Regent St.
- Dziękuję - mruknąłem zawstydzony. Mieszkałem tu już od pięciu lat i nie wiedziałem, gdzie jest urząd pracy. Ruszyłem i skręciłem w uliczkę, która doprowadziła nas do ulicy, na której znajdował się ogromny, oszklony budynek.
- To ten - wskazała na wieżowiec, który chwilę temu przykuł moją uwagę. Zaparkowałem i wysiedliśmy, ruszając w jego stronę. Drzwi rozsunęły się przed nami i weszliśmy do środka.
- Dzień dobry - powiedziała Charlie, podchodząc do biurka sekretarki.
- Dzień dobry - westchnęła, widocznie znudzona. Moja przyjaciółka skonsternowana zmarszczyła brwi.
- Jakie są oferty pracy dla kobiet ?
- Proszę chwilę poczekać - powiedziała i wpisała coś w komputerze. - A jaka praca by panią konkretniej interesowała ?
- Cokolwiek - odpowiedziała, uśmiechając się. - Jako kelnerka czy sprzedawczyni, z resztą mnie to jest obojętne.
- Więc jest posada jako sprzedawca w sklepie odzieżowym na Mortimer St lub jako kelnerka na Aldersgate i Guilford St. Czy jest pani zainteresowana, którąś z tych ofert ?
- Owszem tą jako sprzedawca w sklepie - stwierdziła. Od jej mieszkania było najbliżej na Mortimer St. Pewnie nie chciała wydawać pieniędzy na bilety na metro lub na tramwaje.
- Więc tak... - zaczęła, mrużąc oczy i wyczytując z monitora niezbędne informacje. - Wypłata wynosi 274 funty na tydzień. W dni robocze pracowałaby pani od dziewiątej rano do siedemnastej, a w sobotę od dziesiątej do czternastej. Niedzielę i święta wolne. Resztę szczegółów może się pani dowiedzieć na miejscu. Oto wydruk podania.
Sekretarka podała Charlie plik spiętych razem kartek, które musiała wypełnić, by starać się o pracę sprzedawczyni.
- Do widzenia - odpowiedziała moja towarzyszka i wyszliśmy z urzędu. - Masz może długopis ?
- Nie wiem zaraz się zobaczy - wsiedliśmy do samochodu, a ja wygrzebałem ze schowka długopis, o który prosiła.
- Dziękuję - uśmiechnęła się promiennie i zaczęła wypełniać puste luki w kartkach. Zajęło jej to zaledwie pięć minut.
- Już ? - zapytałem zdziwiony, patrząc na zapełnione kartki. - Masz okropny charakter pisma - zaśmiałem się, na co ona się naburmuszyła.
- Podwiózłbyś mnie jeszcze na Mortimer St ? - zapytała błagalnie.
- Czemu się głupio pytasz ? Oczywiście, że tak. Zrobiłbym to nawet gdybyś mnie o to nie poprosiła.
- Dziękuję, Lou. Jestem ci wiele winna.
- Nie jesteś mi nic winna. Robię to, bo jestem twoim przyjacielem - nie wiem dlaczego, ale wyraz "przyjaciel" jakoś nie za bardzo chciał przejść przez moje gardło. Czyżby mi się podobała ? Nie to jest absurdalne. Zapomnij o tym, Louis i skup się na drodze.
wtorek, 3 września 2013
14. Bieganie za kobietami jeszcze nikomu nie zaszkodziło, niebezpiecznie jest je złapać.
Poczułam uderzenie w lewe ramię, więc szybko się ocknęło. Przetarłam zaspane oczy i dopiero teraz zauważyłam, że spałam na podłodze. Rozmasowałam bolący łokieć, w który przed chwilą się uderzyłam i sprzątnęła puszki, które były porozrzucane niemal po całym pokoju. Ile ja wczoraj wypiłam ? Praktycznie nie pamiętam nic od tego momentu, kiedy napisał do mnie obcy. Kim on do cholery jest ? Zmarszczyłam brwi, próbując się skoncentrować. Podejrzewam, że był to Michael lub Morgan, którym zdążyłam nieźle zaleźć pod skórę. Dzisiaj miałam się spotkać z Lou w kawiarni, która położona była na rogu mojej ulicy. Mój telefon zabrzęczał i poruszył się na podłodze pod wpływem wibracji, sygnalizując nową wiadomość.
Od Lou:
Dzisiaj o piętnastej w parku, pamiętaj. xx
Szczerze mówiąc nie miałam ochoty się z nim spotkać, byłam zbyt zmęczona. Westchnęłam i spojrzałam na wciąż świecący się ekran smartfona. Było po dwunastej, więc miałam czas na uporządkowanie w pokoju i uszykowanie się na spotkanie. Zaścieliłam łóżko, a ciuchy znajdujące się na nim włożyłam do kosza na brudy, który wręcz pękał w szwach. Nastawiłam pralkę i włożyłam do niej wszystkie rzeczy, poupychane w koszu. Wróciłam do sypialni i zebrałam wszystkie śmieci, rozrzucone na podłodze i wyrzuciłam je do kosza pod biurkiem. Wróciłam do łazienki i rozebrałam się do naga, odkładając piżamę na bok i wchodząc pod natrysk. Ciepła woda spływała strużkami po moim ciele. Umyłam przetłuszczone włosy i dokładnie zmyłam z nich pianę, która się utworzyła. Zakręciłam wodę i wyszłam, otulając się pomarańczowym szlafrokiem. Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę z masłem orzechowym i dżemem. Usiadłam w salonie i włączyłam telewizor. Na ekranie pojawiły się kolorowe pasy, a z głośników ulotnił się przeraźliwy pisk. Jak najprędzej wyłączyłam urządzenie i zdałam sobie sprawę, że od dawna nie zaglądałam do skrzynki pocztowej. Wyszłam na przedsionek i wyjęłam wszystkie listy. Wróciłam do mieszkania i przejrzałam wszystkie listy. Większość z nich to niepopłacone rachunki i dwa listy do Marie, które odłożyłam na półce w przedpokoju. Skąd ja wezmę pieniądze ? Koniecznie muszę znaleźć pracę. Wbiegłam na górę po schodach i weszłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i wybrałam beżowy sweter oraz jasnoniebieskie jeansy z dziurą na kolanie. Włosy spięłam na czubku głowy w koka, a rzęsy przyozdobiłam cienką warstwą tuszu. Na usta nałożyłam bezbarwny błyszczyk i byłam gotowa. Do kieszeni spodni wsunęłam telefon, a nogawki delikatnie podwinęłam, nadając wszystkiemu lepszy efekt. Zeszłam na dół i wsunęłam na nogi białe trampki przed kostkę. Wyszłam z domu i mozolnym krokiem ruszyłam przed siebie do kawiarni, oddalonej o niecałe pięćset metrów. W końcu doszłam i weszłam do środka, siadając przy wolnym stoliku, umiejscowionym pod oknem. Po chwili podeszła do mnie kelnerka z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Co sobie pani życzy ?
- Ja poproszę karmelowe frappe - odwzajemniłam uśmiech, a dziewczyna zanotowała moje zamówienie w notesie i odeszła. Przez okno, przy którym siedziałam zauważyłam Lou. Pomachałam mu i zachichotałam, widząc jego włosy powykręcane we wszystkie strony. Usiadł na wprost mnie, poprawiając rozmierzwione włosy.
- Przepraszam za spóźnienie - wymamrotał zawstydzony.
- Zauważyłam, że dosyć często się spóźniasz.
Wzruszył ramionami i uśmiechnął się przepraszająco. Do naszego stolika tym razem podszedł kelner, wpatrując się we mnie z zaciekawieniem. Czyżbym go skądś kojarzyła ? Wątpię. Londyn to ogromne miasto, tutaj zazwyczaj nie spotkasz tej samej osoby po raz drugi przypadkowo.
- Poproszę latte - odezwał się Lou przerywając tę niezręczną ciszę. Mężczyzna odszedł wciąż bacznie mnie obserwując.
- Znacie się ? - zapytał zaciekawiony.
- Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Jak ci minęło te parę dni ?
- Słyszałem, że widziałaś się z Harry'm. Powiesz mi czemu ?
Zachowywał się jakby był moim ojcem co mnie cholernie irytowało.
- Możesz przestać się tak zachowywać ?
- Możesz odpowiedzieć na moje pytanie ? -warknął na co osoby siedzące przed nami i za nami odwróciły się w naszą stronę.
- Uspokój się - syknęłam, posyłając mu karcące spojrzenie.
- Powiesz mi ? - spytał nie co łagodniej.
- To nie tutaj. Opowiem ci w drodze do urzędu pracy.
- Urzędu pracy ?
- Chcę znaleźć stałą płatną pracę - wyjaśniłam po krótce. Po chwili przyszła do nas kelnerka podając nam nasze napoje. Upiłam łyk gorącego frappe i ciaśniej owinęłam dłonie wokół ozdobnego kubka.
- Czemu dopiero teraz szukasz pracy ? - szepnął.
- Sama nie wiem - szczerze mówiąc sama się nad tym zastanawiałam.
- A jakiej pracy szukasz ?
- Jakiejkolwiek koniecznie potrzebuję pieniędzy.
- Och ubrudziłaś się czymś - zbliżył dłoń do mojego lewego policzka jednak się odsunęłam.
- Sama to zrobię - powiedziałam przybierając entyzjastyczny ton głosu. Potarłam policzek i syknęłam z bólu. Cholera co tam mam ? Louis chwycił mój podbródek i przysunął mnie do siebie.
- Kto co to zrobił, Charlotte ?
Skrzywiłam się na sposób w jaki mnie nazwał. Nie lubiłam swojego pełnego imienia, a tymbardziej niemieckiego nazwiska, które noszę po ojcu.
- Marie - szepnęłam tak, że nawet ja ledwie co słyszałam. Zauważyłam jak jego mięśnie się spięły. Cholera potrafi być groźny.
- Wychodzimy.
Zostawił banknot na stole i wyszedł zaraz za mną. Zaczął iść w kierunku centrum, a urząd znajdował się na obrzeżach.
- Louis gdzie ty...
- Po samochód - odezwał sie nie pozwalając mi dokończyć. Za co on się wścieka ? Czasami go nie rozumiem. Tracę nerwy na tego człowieka. Po chwili stanął przede mną swoim Audi R8. Wsiadłam do środka i zapięłam pasy bezpieczeństwa.
- Wiesz gdzie jechać ?
- Owszem wiem. Teraz mi wszystko wytłumacz.
Kurwa mać. Na to się nie przygotowałam.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
13. Istnieją dwie pokojowe formy przemocy: prawo i przyzwoitość.
- Śpij słodko kochanie.
Z perspektywy Charlie
Przebudziłam się, będąc w dotychczas nieznanym mi pomieszczeniu. Ręce i nogi miałam mocno przywiązane do fotela i byłam ubrana w skąpą bieliznę. Zaczęłam się szamotać, dopóki do oszklonej i obszernej sypialni nie wszedł wysoki i nawet przystojny mężczyzna, razem z dwójką napakowanych ochroniarzy.
- Dobry wieczór - powiedział uprzejmie i uśmiechnął się do mnie.
- Jesteś Morgan Moore ? - szepnęłam przestraszona. Musiałam być taktowna, by go nie rozzłościć. Nie wiadomo do czego jego ochroniarze i on sam byli zdolni.
- Tak to ja. Teraz będziesz tylko do mojej dyspozycji. Wiesz, że wielu mi o tobie mówiło ? Podobno jesteś dobra - zbliżył się do mnie, uśmiechając znacząco. - Zrobię z tobą co, tylko będę chciał.
Schyliłam głowę, przymykając powieki, by powstrzymać cisnące mi się do oczu łzy.
- Wracam za pół godziny.
Teraz miałam czas na obmyślenie planu ucieczki. O ile wszystko wypali. Wyjrzałam przez okno balkonowe, znajdujące się za mną. Każdy zakątek willi był strzeżony przez prywatnych ochroniarzy Morgana. Czułam, że jestem na przegranej pozycji jednak starałam się zachować spokojny umysł. Zauważyłam, że dwójka ochroniarzy stojących pod moim oknem odeszła. Ciągnęłam dłońmi w przeciwne strony aż lina się nie poluzowała do tego stopnia, że spokojnie mogłam z niej wyślizgnąć ręce. Następnie rozwiązałam sznury, które ciasno oplatały moje stopy. Wyjrzałam jeszcze raz prze okno balkonowe, by upewnić się, że nikt ich nie pilnuje, po czym uchyliłam je i wyskoczyłam na zewnątrz. Jak tylko poczułam grunt pod stopami rzuciłam się do ucieczki. Słyszałam krzyki i dźwięk odpalanego silnika. Nie odwracając się nawet, przyśpieszyłam. Na szczęście dom Morgana znajdował się mniej więcej w centrum miasta, więc nie miałam problemu z odnalezieniem się. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli. W końcu biegłam w skąpej bieliźnie najruchliwszą ulicą Londynu. Kamienie kuły mnie w bose stopy, a ciałem wstrząsał zimny dreszcz. Słyszałam jak Moore trąbi na pozostałych członków ruchu ulicznego, by jak najszybciej mnie dorwać. Pędziłam przed siebie, a łzy zaczęły mi się gromadzić w kącikach oczu, przysłaniając widok. Wpadłam na kogoś jednak szybko się pozbierałam i miałam uciekać dalej jednak osoba, którą przewróciłam przyciągnęła mnie do siebie.
- Charls ? - szepnął zdziwiony Harry. Szybko wziął mnie na ręce i zaniósł do klubu, do którego właśnie zmierzał. - Co ci się stało ? - zapytał uważnie mi się przyglądając. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, byłam zbyt roztrzęsiona, by cokolwiek powiedzieć. Głowę oparłam o jego umięśnione ramię, a łzy, które od dłuższego czasu gromadziły się w kącikach moich oczu wypłynęły na zaróżowione policzku od zimna i biegu. Harry szybko zdjął swoją kurtkę i okrył nią moje plecy.
- Proszę powiedz mi co się stało.
- On... - szepnęłam, ciężko oddychając i szlochając w jego ramię. - Chciał mnie zgwałcić.
- Kto ? - krzyknął, odrywając się ode mnie.
- M..Morgan Moore.
- Kto to ? - zapytał zdziwiony.
- Nieważne - mruknęłam i odsunęłam się od niego. - Dziękuję ci.
- Proszę cię nie idź. Zostań ze mną, później odprowadzę cię do domu.
Zsunęłam się ze zlewu w łazience i chciałam mu oddać kurtkę jednak zatrzymał mnie ruchem ręki i przecząco pokręcił głową.
- Zatrzymaj ją.
- Żegnaj - szepnęłam. Chłopak chwycił za mój łokieć i przyciągnął do siebie, muskając moje spierzchnięte usta.
- Kurwa mać, Styles - warknęłam i wyszarpnęłam się z jego silnego uścisku.
- Do zobaczenia, Charlie.
Wyszłam z klubu, okrywając się kurtką Harry'ego. Było mi cholernie zimno. Nie, to mało powiedziane. Wciąż byłam roztrzęsiona i dobrze wiedziałam, że Morgan będzie mnie szukał. Nie wiem jak, ale muszę się gdzieś ukryć przez jakiś czas. Gdybym jeszcze miała u kogo. Nim się obejrzałam byłam pod domem. Weszłam do środka, gdzie zastałam ogromny bałagan, który po sobie zostawiłam.
- Gdzieś ty była ? - warknęła Marie, wychodząc z kuchni. - I w coś ty się odpierdoliła ?
Podeszła do mnie ciągnąc za skórzaną kurtkę, którą dał mi Harry.
- Od kogo to masz ?
Spuściłam głowę, pozwalając moim potarganym włosom, okryć siną od zimna twarz.
- Odpowiedz mi do kurwy nędzy.
- Od Harry'ego - szepnęłam i zacisnęłam powieki, podejrzewając co za chwilę nastąpi. Marie uderzyła mnie w twarz, wkładając w to całą swoją siłę. Zachwiałam się pod wpływem siły uderzenia, opierając się o sofę za mną. Dlaczego ja do chuja daję sobą pomiatać ? Zrzuciłam z ramion kurtkę, rzucając nią w Marie, która wciąż stała na wprost mnie.
- Masz - mruknęłam i wbiegłam na górę po schodach, zatrzaskując się w łazience. Z górnej szafki wyjęłam żyletkę i wykonałam głębokie nacięcie na lewym nadgarstku, dając upust emocjom. Oparłam się o chłodną ścianę i wypuściłam głośne westchnięcie spomiędzy moich ust. Wstałam i rozebrałam się, wyrzucając bieliznę, którą miałam na sobie do kosza. O wszystkim co się dzisiaj stało chciałam po prostu zapomnieć. Weszłam pod prysznic, puszczając gorącą wodę. Krew wciąż spływała z mojego nadgarstka, a woda lekko podrażniała głęboką ranę. Do ręki wzięłam żel i dokładnie natarłam nim swoje ciało. Zakręciłam wodę i wyszłam spod natrysku, owijając się grubym bordowym ręcznikiem, a krew, która zdążyła zaschnąć na kafelkach starłam ręcznikiem. Nie wiem, tylko gdzie zapodziałam żyletkę. Wzruszyłam ramionami i zeszłam na dół po dwie puszki piwa, które jak pamiętam zostawiłam w lodówce. Moje podejrzenia okazały się trafne, więc wyjęłam schłodzone napoje i wróciłam do swojej sypialni. Ręcznik zarzuciłam na krzesło, a z szafki wyjęłam szeroką ciemnogranatową koszulkę, którą na siebie nałożyłam, zastanawiając się skąd ona się tutaj w ogóle wzięła. Otworzyłam jedną puszkę i pociągnęłam z duży łyk. Mój telefon zabrzęczał, dając mi znać o nowej wiadomości tekstowej.
Od Nieznany :
Nie powinnaś chodzić nago po pokoju, a tym bardziej pić alkoholu.
Co to kurwa znaczy ? Wyjrzałam przez okno jednak nikogo nie zauważyłam w pobliżu. Zasłoniłam rolety i wyłączyłam światło.
Od Nieznany :
Nie chowaj się i tak wiem, że tam jesteś.
Przysiadłam na łóżku, zastanawiając się kto mnie obserwuje...
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Informacja
piątek, 16 sierpnia 2013
12. Człowiek dorosły zwykle nie wie dobrze, czego pragnie, ale zawsze doskonale wie, czego nie chce.
Całą noc spędziłam rozmawiając z Louis'em i poznając siebie nawzajem. Nie sądziłam, że można komuś powierzyć wszystkie sekrety w jedną noc, nawet te najgorsze.
- Muszę iść - mruknął niezadowolony, zerkając na zegarek za mną. - Zajęcia zaczynają się za godzinę.
- Rozumiem. To do zobaczenia wkrótce - pomachałam przyjacielowi na pożegnanie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ostatnio byłam w centrum zainteresowania wszystkich. Pierwsze co mi przyszło na myśl to porządna kąpiel, gdyż wczoraj nie miałam na to okazji. Powędrowałam do łazienki, gdzie rozebrałam się i prędko weszłam pod prysznic. Letnia woda spływała po moim spoconym, rozgrzanym ciele.
- Gdzie jesteś, kochanie ? - zawołał znajomy mi głos. Na samą myśl o nim przeszły mnie zimne dreszcze. Zakręciłam wodę i owinęłam się szlafrokiem.
- Umawialiśmy się na jutro - warknęłam, wychodząc na korytarz gdzie stał Michael.
- Wybacz nie mogłem się doczekać - powiedział, szyderczo się uśmiechając.
- Dobra chcę to mieć za sobą. Poczekaj, tylko się wysuszę.
Wróciłam do łazienki, gdzie osuszyłam swoje wilgotne ciało i włosy Nałożyłam na siebie bieliznę, biały podkoszulek i krótkie spodenki.
- Koniecznie trzeba zrobić pranie - szepnęłam sama do siebie i wróciłam do Michael'a, który zdążył się rozgościć w mojej sypialni. Rozebrałam go i zaczęłam bawić się jego członkiem doprowadzając go do rozkoszy. Następnie ściągnęłam swoje spodenki i koronkowe majtki, a mężczyzna nie czekając chwili dłużej brutalnie we mnie wszedł. Szybko się we mnie poruszał, a ja jęczałam z bólu jaki mi zadawał. Michael czując, że dochodził wyszedł ze mnie. Ja szybko się ubrałam i zeszłam na dół, by zrobić sobie herbaty.
- Mogłabyś na chwilę przyjść ? - zawołał, stojąc w korytarzu.
- Czego jeszcze chcesz ? - burknęłam, wywracając oczami jednak dla świętego spokoju wyszłam. - Co jeszcze ?
Chłopak odwrócił mnie tyłem do siebie, zatykając mi usta dłonią i przykładając do twarzy gazę. Wierzgałam się ile sił w moim niewielkim ciele jednak przegrałam. Robiłam się coraz bardziej śpiąca, a ostatnie co pamiętam do trzaskanie drzwiami.
Przebudziłam się, będąc przywiązana do krzesła. Znajdowałam się pustej sali, gdzie światło dochodziło, tylko z dziury w dachu. Szarpałam dłońmi, chcąc jakoś poluzować liny jednak moje starania szły na marne. Jedynie pogorszyłam sytuację, gdyż przetarłam sobie dłonie w niektórych miejscach, z których teraz sączyła się krew. Drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia wszedł wysoki brunet i nieco niższy od niego blondyn.
- Nareszcie się obudziłaś już myśleliśmy, że otruł cię tą gazą - zadrwił, zbliżając się do mnie. Wszystkie wspomnienia sprzed kilku godzin wróciły do mnie jak z bicza strzelił. Momentalnie zachciało mi się płakać jednak nie mogłam okazać słabości. Poprawiłam się na krześle i obejrzałam się za siebie, gdzie stali ci mężczyźni. Dyskutowali o czymś, żywo gestykulując dłońmi. Blondyn wrócił do mnie i przykucnął obok mnie.
- A teraz wykonamy mały zabieg, wiesz musisz być naznaczona.
- O co chodzi ? Dlaczego do cholery on mnie porwał ? Po co ?! - krzyczałam jednak mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Po chwili z rozżarzoną literą "M" wczepioną w metalowy pręt.
- Na co to ? - zapytałam przerażona.
- Nie bój się, będzie bolało, tylko chwilę - szepnął i rozdarł moją koszulkę. Na moje nieszczęście zapięcie od stanika miałam z przodu, więc bez problemu mi go ściągnął. Do oczu cisnęły mi się łzy, a w głowie miałam najczarniejsze scenariusze. Zaczęłam wzywać pomoc jednak brunet uderzył mnie w twarz, a zaraz po tym rozżarzone naczynie przycisnął mi do lewej piersi. Krzyknęłam, zalewając się łzami. Nigdy nie czułam niczego podobnego. Ból rozprzestrzenił się po całym moim ciele, doprowadzając mnie do szaleństwa.
- Spokojnie kiciu. Teraz będą wiedzieli, że jesteś jego.
- Czyja ? - wyszlochałam, ciężko oddychając.
- Morgana Moore - zaśmiał się szyderczo i przywiązał mi do twarzy szmatkę, nasączoną jakimś gazem.
- Śpij słodko, kochanie.
Ciąg dalszy nastąpi...
środa, 14 sierpnia 2013
11. Kobiety nie kłamią, ale szminkują trochę prawdę.
- Jej klientem... - warknął, uśmiechając się szyderczo.
Z perspektywy Louis'a
Zdenerwowany wstałem i przyłożyłem mu pięścią w nos. Usiadłem na nim okrakiem i okładałem go ostrymi ciosami, a on nie był się w stanie sam obronić.
- Lou skończ ! Przestań ! - krzyczała Charlie jednak jej słowa nie docierały do mnie. Właściwie sam sobie nie zdawałem sprawy co teraz robię. - Proszę cię, Louis !
Odwróciłem się, by na nią spojrzeć, a mężczyzna, który leżał pode mną, wykorzystał chwilę mojej nieuwagi i zadał mi potężny cios w brzuch. Skuliłem się na podłodze, wiedząc, że jestem na przegranej pozycji. Zerknąłem w górę i spotkałem się z rozwścieczonym spojrzeniem bruneta.
- Co ty sobie kurwa myślisz ?! - krzyknął i zamachnął się, by mnie uderzyć jednak podbiegła do niego Charlie i wyszeptała coś na ucho co widocznie go ucieszyło. Splunął w moją stronę i odszedł. Już miałem iść i mu oddać jednak powstrzymała mnie moja towarzyszka, wtulając się w moje ramię. Objąłem ją w pasie i wtuliłem w zagłębienie jej szyi.
- Po co to zrobiłeś ? - spytała, odrywając się ode mnie.
- Nie będzie się do ciebie zwracał w ten sposób ! - oburzył się, wydymając dolną wargę niczym dziecko. Dotknęła mojego policzka, a ja cicho syknąłem.
- Chodźmy do mnie, opatrzę cię - zachichotała. - Marie nie ma, chyba wyszła z Harry'm.
- Skoro nalegasz.
Całą drogę przebyliśmy w milczeniu nie bardzo wiedząc o czym rozmawiać. Gdy zbliżaliśmy się do jej mieszkania ona wyjęła klucze z torebki, którą miała przy sobie. Dziwne, że wcześniej jej nie zauważyłem. Weszliśmy do kuchni, a ja usiadłem na stole, czekając aż dziewczyna uszykuje wszystko co jej potrzebne do opatrzenia moich niewielkich ran. Z zamrażalnika wyciągnęła woreczek z lodem, którymi podała.
- Dziękuję - mruknąłem i przyłożyłem go do policzka. Westchnąłem z ulgą, a Charlie z apteczki, którą chowała w szafce pod zlewem wyjęła plaster i wodę utlenioną. Wylała jej trochę na moją rozciętą wargę, a ja syknąłem z bólu. Następnie przykleiła plaster na rozcięciu i usiadła obok mnie.
- Tak właściwie o co mu chodziło ? W jakim sensie jest twoim klientem ? Tylko szczerze. I co u powiedziałaś ? - tyle pytań cisnęło mi się na język, na które koniecznie chciałem znać odpowiedź.
- Louis nie powinniśmy o tym rozmawiać - szepnęła, opierając się o moje lewe ramię.
- Chcę żebyś była ze mną szczera. I cokolwiek to będzie wiedz, że ci pomogę.
- Harry też tak mówił.
- Tyle, że ty odrzuciłaś Harry'ego nie on ciebie.
- To może pójdziemy do góry i ci wszystko opowiem ?
- Skoro tak wolisz - westchnąłem i razem z nią wszedłem schodami na górę i skierowałem się za nią do jej sypialni. Usiadłem na zaścielonym łóżku i przyglądałem się Charlie, która czegoś szukała w szufladach komody. Podeszła do mnie ze zdjęciem, oprawionym w ramkę i zajęła miejsce obok mnie.
- To ja i moi rodzice - zaczęła powoli, spoglądając to na mnie, to na zdjęcie. - Wyrzucili mnie bo zaszłam w ciążę.
- Współczuję ci - szepnąłem, zbytnio nie wiedząc co powiedzieć. - Można wiedzieć z kim ? I gdzie teraz jest to dziecko ?
- Z jednym z klientów, a dziecko zostało usunięte - po jej policzkach popłynęły gorzkie łzy. Przysunąłem się do niej i objąłem ramieniem.
- Czyli, że jesteś prostytutką ? - zapytałem najdelikatniej jak się dało.
- Tak jestem dziwką, a raczej nią byłam. Chcesz to możesz już sobie iść - wymamrotała, łkając.
- Nie jesteś dziwką i nigdy nią nie byłaś - szepnąłem jej do ucha i udałem się do kuchni, by zrobić jej i sobie herbatę. Przeszukałem szafki aż w końcu znalazłem dwa kubki i saszetki herbaty. Zalałem je wrzącą wodą i wróciłem do sypialni, w której leżała dziewczyna.
- Myślałam, że sobie poszedłeś - szepnęła i odebrała ode mnie kubek z gorącym napojem.
- Nie zostawiłbym cię samej.
- Czyli nie jesteś zły ?
- O co ? - zaśmiałem się. - Chodź.
Odstawiłem kubek na panele, a Charlotte usiadła mi na kolanach, wtulając się w moje umięśnione ciało. Cmoknąłem ją w czubek głowy i oparłem podbródek na niej.
-Kochany jesteś - wymruczała, chichocząc. - Zostaniesz się na noc ?
- Jeżeli chcesz - uśmiechnąłem się szeroko, mocniej ściskając jej drobne ciało.
środa, 7 sierpnia 2013
10. Ufność niewinnych jest największym darem dla kłamcy.
- To wszystko przez Marie...
Z perspektywy Charlie
- Nie rozumiem... - wyjąkał Lou, oczekując wyjaśnień.
- Pamiętasz kiedy mnie odwiozłeś ? To było jakieś dwa tygodnie temu.
- Czyli ona z tobą mieszka ?
- Dokładnie. Wczoraj groziła mi i chciała bym całkowicie zerwała kontakt z Harry'm. Boję się jej...
- I zrobiłaś to ? - dopytywał, uważnie mi się przyglądając.
- Musiałam inaczej gorzej, by się to dla mnie skończyło.
- Nie wiedziałem, że jest zdolna do takich rzeczy. Dlaczego jej nie wyrzucisz ? Albo nie przeprowadzisz się ?
- Nie mogę, nie mam gdzie iść, a wyrzucić jej nie mogę - mruknęłam, spuszczając wzrok.
- A nie możesz wrócić do rodziców ?
- Nie utrzymuję z nimi kontaktu - skłamałam. - Idziemy na te lody ? - prędko zmieniłam temat, nie mając ochoty dłużej o tym rozmawiać i dalej w to brnąć.
- No dobrze - wyszliśmy z parku, podchodząc do najbliższej budki z lodami, a w tej okolicy było ich na prawdę wiele. O tej godzinie Londyn tętnił życiem. Zakorkowane ulice, śpieszący się przechodnie.
- Jakie chcesz ? - zapytał Louis, uśmiechając się promiennie.
- Zaskocz mnie - zachichotałam i poprawiłam okulary, które zsunęły mi się z nosa. - Zajmę nam stolik.
Usiadłam przy stoliku w zacienionym miejscu, gdyż słońce mocno dzisiaj przypiekało. Chwilę później dołączył do mnie Lou z podwójną porcją lodów.
- Proszę - mruknął podając mi waniliowe lody, które wybrałam. - Tak poza tym do jakiej szkoły chodzisz ? Harry mówił, że do naszego uniwersytetu, ale nigdy cię tam nie widziałem.
- Wypisałam się - skłamałam. - Stwierdziłam, że ta szkoła nie jest dla mnie.
- A co chciałabyś robić w przyszłości ?
- Na pewno coś związanego z fotografią lub sztuką. A ty ?
- Chciałbym zostać piłkarzem, ale nie wiem czy to wypali - zaśmiał się i wstał, by wyrzucić serwetkę od lodów do kosza. Z kieszeni swojej dżinsowej kurtki wyjął paczkę papierosów i zapalniczkę, po czym wyjął jednego z paczki i odpalił go.
- Palisz ? - spytałam zaciekawiona jednak skarciłam siebie za to pytanie w myślach. Skoro nosi paczkę papierosów i zapalniczkę zawsze przy sobie to oczywiste, że pali.
- Tak, chcesz ? - wysunął jednego, a ja przytaknęłam, wyciągając go z tekturowego opakowania. Wzięłam zapalniczkę do rąk i podpaliłam zaciągając się dymem papierosowym, który kojąco na mnie wpływał. Nie żebym była nałogowym palaczem, ale od czasu do czasu zapalę.
- Idziemy ? - zapytał mnie Lou, uśmiechając się nonszalancko.
- Gdzie ?
- Sam nie wiem. Masz może ochotę na drinka ? Niedaleko stąd jest fajny pub.
- Możemy się przejść - zgodziłam się i chwyciłam chłopaka pod ramię. Całą drogę przebyliśmy w milczeniu, dopalając papierosy. Weszliśmy do środka, gdzie przywitał nas wysoki i umięśniony ochroniarz. Widząc Louis'a przepuścił nas bez problemu.
- Skąd go znasz ?! - wrzasnęłam, chcąc przekrzyczeć głośną muzykę.
- Często tu bywam z Harry'm ! Tu się spotkaliśmy pierwszy raz nie pamiętasz ?!
- Faktycznie - powiedziałam nieco ciszej. Wówczas zadawałam się z Michael'em, a nawet miałam go za swojego przyjaciela. Niestety okazał się dwulicowym dupkiem jak większość moim klientów. Zajęliśmy miejsca przy barze, a Louis zamówił dla nas po drinku. Rozglądając się wokoło, w rogu sali zauważyłam Michael'a, który rozmawiał z jakimś napakowanym blondynem. Szybko odwróciłam się unikając jego wzroku. Barman podał nam zamówione napoje, posyłając mi delikatny uśmiech. Odwdzięczyłam mu się tym samym, prędko opróżniając kieliszek do dna.
- Chcesz jeszcze jednego ?! - zawołał Lou.
- Nie, dzięki ! - musiałam być czujna, by nie dać się przyłapać Michael'owi. Zerknęłam w jego stronę, a on ruszył w moim kierunku. Moim ciałem zawładnął lęk, nie wiedziałam co zrobić. Po prostu odwróciłam się, kontynuując rozmowę z Louis'em.
- W porządku ? Wydajesz się być zdenerwowana.
- Wszystko dobrze.
- Kogo my tu mamy ! - zawołał Michael, przyglądając mi się uważnie. - Widzę, że kolejnego naiwniaka wyrwałaś !
- Kim ty jesteś, że zwracasz się do niej w ten sposób ?!
- Jej klientem... - warknął, uśmiechając się szyderczo.
sobota, 27 lipca 2013
9. Zwłoka jest najbardziej zabójczą formą odmowy.
Cierpliwie czekałem aż mi odpisze lub chociaż wyjaśni dlaczego zmieniła zdanie. Nie rozumiem, mówi mi, że mnie lubi, a później pisze, że nie chce mnie znać. Zdesperowany przysiadłem na skraju łóżka i odłożyłem telefon na stolik co chwilę zerkając w jego stronę i upewniając się czy nie odpisała.
- Harreh ? - zawołał Lou, wbiegając do pokoju. - Powiedz, że źle się poczułem, wrócę wieczorem !
- Dobrze, ale po co ? - Louis, włożył na siebie świeżą koszulkę i pobiegł w stronę tylnego wyjścia. - Gdzie idziesz ?! - krzyknąłem i wybiegłem za nim na korytarz.
- Jak wrócę to ci wytłumaczę !
Znów zostałem sam. Marie jest na zajęciach, podobnie jak Zayn i Niall, a Charlie mnie ignoruje. Dla pewności jeszcze raz sprawdziłem telefon jednak skrzynka odbiorcza nadal była pusta. Wyszedłem z kawalerki, kierując się do sali, w której miały się odbyć zajęcia. Usiadłem w pierwszej ławce, czekając aż nauczycielka wejdzie do klasy. Tymczasem zauważyłem przechodzącą Marie na korytarzu. Weszła do sali i zajęła miejsce obok mnie, całując mnie w policzek.
- Hej kotku - zagruchała i wyjęła zeszyt oraz podręczniki.
- Cześć jak ci mija dzień ?
- Świetnie, a tobie ?
- Nieciekawie, przyjaciółka nie daje znaków życia.
- Nieciekawie - mruknęła niezadowolona.
- Może ją znasz ? Charlotte Reus ?
- Nic mi to nie mówi, przykro mi - westchnęła, uśmiechając się. Do klasy weszła nauczycielka i zajęła miejsce za biurkiem, przeglądając jakieś papiery.
Z perspektywy Louis'a
Przeciskałem się pomiędzy przechodniami, starając się nikogo nie przewrócić. W końcu doszedłem do Hyde Park'u gdzie miałem się spotkać z Charlie. Jak mi wspomniała w wiadomości czekała na mnie przy fontannie, zajmując jedną z ławek. Na nosie miała czarne okulary, a ubrana była w zwiewną kremową sukienkę. Dosiadłem się do niej i szepnąłem ciche "cześć". Kłamałbym mówiąc, że nie jestem ciekawy dlaczego mnie poprosiła o spotkanie.
- Cześć Lou, pięknie tu prawda ?
- Jak w każdym parku, dlaczego chciałaś się ze mną spotkać ? I czemu miałem nic nie mówić Harry'emu ? - tyle pytań cisnęło mi się na język, na które koniecznie chciałem poznać odpowiedź.
- Po prostu chciałam się z tobą spotkać, stęskniłam się - odpowiedziała, w końcu na mnie spoglądając. - A co do Harry'ego, skończyłam z nim. Jesteśmy zupełnie różni i wątpię, by cokolwiek z tego wyszło. Nie mów mu o tym.
- Boisz się jak zareaguje ? - Charlie, tylko przytaknęła. - Ja tak samo. Styles jest bardzo uczuciowy, wszystko zbytnio bierze do siebie. Mam ochotę na lody, idziemy ?
Lekko się uśmiechnęła, a ja podałem jej rękę, pomagając jej wstać.
- To jest randka ? - zapytałem niepewnie, puszczając jej dłoń.
- Jak chcesz - odrzekła, poprawiając delikatny materiał sukienki. Chwyciłem ją pod ramię i ruszyliśmy w kierunku budki z lodami. Pogoda dzisiaj była nadzwyczaj piękna. Po bezchmurnym niebie słońce sunęło ku zachodowi. Otaczała nas cisza jednak nie była ona niezręczna. Mimo, że praktycznie się nie znaliśmy dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.
- Dlaczego zerwałeś z Eleanor ?
- Właściwie to ona ze mną zerwała, mówiąc, że nie możemy być razem z powodu jej rosnącej kariery modelki.
- Przykro mi - szepnęła, zarzucając swoje gęste brązowe włosy na lewą stronę.
- A mi nie, widocznie bycie razem nie było nam pisane.
Zachichotała, odwracając wzrok. Za szybką okularów zauważyłem siniaka, na całej powierzchni jej policzka. Gwałtownie ściągnąłem jej okulary, a ona przestraszona odsunęła się na bok.
- Kto ci to zrobił ? - warknąłem.
- Nieważne - mruknęła i wyrwała okulary z mojej ręki, chcąc je założyć jednak ją powstrzymałem.
- Odpowiedz mi.
Westchnęła i usiadła na pobliskiej ławce.
- Nie powinnam cię w to mieszać, choć już w to jesteś zamieszany.
- O czym ty do cholery mówisz ?
- To wszystko przez Marie...
czwartek, 18 lipca 2013
8. Pozbywając się jednych kłopotów, zwalniamy miejsce na drugie.
- Wytłumaczysz mi o co ci chodzi ?
- A ty wytłumaczysz mi dlaczego prowadzasz się z moim chłopakiem ?! - ryknęła, popychając mnie na komodę, stojącą za mną. - Co ci kurwa odbiło ?
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
- Nie udawaj idiotki. Fajnie się pieprzy z Harry'm ? - syknęła przez zaciśnięte zęby, podchodząc coraz bliżej mnie.
- Chodzisz z nim ? - spytałam zaskoczona, oddalając się od niej.
- A gdyby nie to robiłabym taką aferę ?!
- Nic mi nie mówił ! Nawet nie wiedziałam, że się znacie.
- Jak mamy się do kurwy nędzy nie znać skoro chodzimy na ten sam uniwersytet ? - prychnęła, wywracając oczami. - Powtarzam jeszcze raz, nie zbliżaj się do niego. Zakończ to co się pomiędzy wami utworzyło, a ja ci w tym pomogę.
Przełknęłam ogromną gulę w gardle i razem z Marie weszłam do mojej sypialni. Panował tam istny bałagan, wszystko było porozrzucane.
- Weź telefon i po prostu napisz do niego, że nie możecie się więcej spotykać, bo ułożyłaś sobie życie z innym mężczyzną.
- A jak się zapyta z kim ?
- Michael ? Widział cię z nim.
- Wiesz dobrze, że go nienawidzę. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
- Słyszałam, że znasz Louis'a. Wiesz, że niedawno rozstał się z El ? Masz szansę, mówił mi, że nie jesteś najgorsza.
Zagryzłam policzek od wewnątrz i zaczęłam szukać telefonu.
- Pośpiesz się - warknęła Marie.
- Wychodzisz gdzieś ?
- Nawet jeżeli to co cię to interesuje.
W końcu znalazłam telefon, który leżał pod łóżkiem i wybrałam numer Harry'ego.
Do : Harry
Przykro mi, ale nie chcę się już z tobą więcej spotykać. Nie podobasz mi się, nawet cię nie lubię. Nie chcę cie więcej widzieć na oczy.
- Już ? To ja idę, do wieczora - wyszła z sypialni, trzaskając za sobą drzwiami. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Czułam się głupio, okłamując Harry'ego i musząc spotykać się z jego najlepszym przyjacielem. Teraz muszę się skontaktować z Lou. Poczułam jak telefon mi wibruje, więc wyjęła go z kieszeni.
Jedna nieodebrana wiadomość od : Harry
Nie odczytując jej od razu ją usunęłam. Pomyślałam, że tak będzie lepiej dla nas obu. Szybko o mnie zapomni.
czwartek, 13 czerwca 2013
ZAWIESZAM BLOGA NA CZAS NIEOKREŚLONY !
czwartek, 30 maja 2013
7. Oczy ukochanej kobiety były zawsze dla mężczyzny okularami, przez które patrzył na świat.
Obładowana torbami wróciłam do domu i od razu zaczęłam przygotowania do spotkania. Zamknęłam się w łazience i spojrzałam w lustro wiszące przede mną. Rozebrałam się i weszłam do wanny, do której lała się gorąca woda. Z półki wzięłam płyn do kąpieli i nalałam go odrobinę do wanny. Zakręciłam kurek i ułożyłam się w wygodnej dla mnie pozycji. Odetchnęłam, przymykając oczy i rozkoszując się chwilą.
- Jestem ! - wrzasnął ktoś z dołu, wybudzając mnie ze snu.
- O Boże... - szepnęłam, przypominając sobie o randce z Harry'm. Owinęłam się ręcznikiem i spuściłam wodę z wanny. Wbiegłam do sypialni i wytarłam się do sucha. Przebrałam się w sukienkę, którą dzisiaj dostałam od Styles'a, a na nogi wsunęłam cieliste szpilki. Na plecy narzuciłam granatowy żakiet i rozczesałam wciąż wilgotne włosy. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni, w której siedziała Marie.
- Wychodzisz gdzieś ? - zapytała, przeglądając coś na laptopie.
- Mhmm.
Wtem w mieszkaniu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Zadowolona pobiegłam, by otworzyć drzwi Harry'emu.
- Cześć - przywitał mnie całusem w policzek.
- Idziemy ?
- No jasne.
Chłopak otworzył przede mną drzwi od strony pasażera, a gdy wsiadłam zamknął je za mną, okrążył dookoła samochód i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i ruszyliśmy w kierunku miasta.
- Gdzie jedziemy ? - zapytałam ciekawa, wyglądając przez szybę samochodu.
- Zaraz zobaczysz.
- Nienawidzę niespodzianek.
Harry zaśmiał się uroczo i zaparkował nieopodal parku otaczającego Tamizę. Wysiałam i ruszyłam za chłopakiem. Stanęliśmy na moście, a on wskazał na łódkę, wyścieloną kolorowymi poduszkami.
- Naprawdę popłyniemy ? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Naprawdę, a teraz chodź.
Okrążyliśmy most wokoło i zeszliśmy na dół. Harry przytrzymał moją rękę, bym nie upadła, schodząc po stromym zboczu,a następnie usiadł na wprost mnie. Chwycił za wiosła i powoli zaczął nimi poruszać w przód.
- Jesteś wspaniały.
Styles uśmiechnął się i zauważyłam jak jego policzki się rumienią.
- Gdzie płyniemy ?
- Musisz zadawać tyle pytań ? - mruknął, oglądając się za siebie.
- Tak muszę.
Harry pokręcił głową z dezaprobatą i zachichotał. Rozejrzałam się na boki, otaczały nas wysokie dęby i pojedyncze lampy uliczne.
- Pięknie tu.
- Dlatego cię tu zabrałem.
Przez chwilę zapadła między nami niekomfortowa cisza, którą przerwał mój towarzysz.
- Co z twoją mamą ? - zapytał z troską.
- Możemy o tym nie rozmawiać ?
- Chcę ci pomóc, Charls.
- Sama sobie poradzę - syknęłam, bawiąc się palcami u lewej dłoni.
- Daj sobie pomóc.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. Nie powinno cię to w ogóle interesować.
- Jestem twoim przyjacielem wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
- Czyżby ?
- O co ci teraz chodzi ?
- Jeżeli tak to ma dalej wyglądać to lepiej mnie wysadź.
- Dobrze przestanę.
Za drugim motem zatrzymaliśmy się, a Harry przywiązał łódkę do słupa, po czym pomógł mi wysiąść. Weszliśmy do restauracji, a kelner poprowadził nas do ogrodu gdzie zastawiony był stolik dla dwóch osób. Harry odsunął krzesło, na którym usiadłam, a po chwili zajął miejsce na wprost mnie. Kelnerka przyniosła nam napoje, a po chwili kelner przyniósł nam kolację.
- Co zamierzasz robić w przyszłości ? - zapytałam ni stąd ni zowąd.
- Jeżeli znajdzie się posada uczyłbym w szkole muzyki. A ty ?
- Sama jeszcze nie wiem.
- A poza tym do jakiej uczelni chodzisz ?
Cholera, trafił w sedno.
Zastanawiając się jak wybrnąć z sytuacji, do naszego stolika podszedł kelner pytając się czy niczego nam nie trzeba. Podobnie jak Harry zaprzeczyłam, a mężczyzna wrócił do środka. Zjedliśmy wymieniając się nieistotnymi pierdołkami na temat naszego dzieciństwa.
- Wracamy ? - spytałam niepewnie, mając nadzieję, że się zgodzi.
- Jeżeli chcesz to pewnie.
Wyszliśmy z lokalu i wsiedliśmy za samochodu, który stał nieopodal restauracji. Otworzył przede mną drzwi, a ja wsiadłam, po czym okrążył dookoła samochód i zasiadł za kierownicą. Drogę do mojego mieszkania spędziliśmy w milczeniu.
- Dziękuję ci Harry za miły wieczór.
- Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy.
- Ja też.
Wysiadłam z czarnego range rover'a i zatrzasnęłam za sobą drzwi. O dziwo drzwi frontowe były zamknięte. Na szczęście wzięłam ze sobą zapasowe klucze i otworzyłam je.
- Jesteś ?! - krzyknęłam, wyczekując odpowiedzi, ale jedyne z czym się spotkałam to własne echo. Ściągnęłam niewygodne szpilki i weszłam do kuchni. Na blacie leżała zmiętolona karteczka, którą odwinęłam i odczytałam wiadomość na głos :
- Nie wrócę na noc do domu, szmato.
Zawrzało we mnie, gdy zdałam sobie sprawę, że osoba, którą darzyłam szacunkiem nazwała mnie szmatą. Może zna Harry'ego ? Co ja jej do cholery zrobiłam ? Zrezygnowana zatrzasnęłam się we własnym pokoju, zastanawiając się czym sobie na to zasłużyłam.
niedziela, 12 maja 2013
6. Odwaga nie jest obecnie tak rozpowszechniona jak talent.
sobota, 4 maja 2013
5. Być człowiekiem, to znaczy być odpowiedzialnym.
sobota, 27 kwietnia 2013
4.Bywa i wielkie serce przy małym ciele.
- Cholera dlaczego nie odpisuje ? - warknąłem nerwowo sprawdzając wyświetlacz telefonu.
- Kto ? - spytała Marie, wchodząc do naszego pokoju.
- Siostra - skłamałem, a dziewczyna podeszła bliżej mnie i delikatnie musnęła moje usta.
- Czemu nie było cię na pierwszej lekcji ? Przecież lubisz biologię.
- Jakoś nie miałem ochoty - mruknąłem. Coraz bardziej denerwowało mnie jej towarzystwo. Stawała się natarczywa, nie mogłem nic mówić ani robić.
- Chyba się położę - stwierdziłem,a brunetka zsunęła mi się z kolan.
- Dobranoc - szepnęła i przesłała mi całusa w powietrzu, po czym zniknęła za drzwiami pokoju. Prędko odblokowałem telefon i wybrałem numer Charlie. Od wczoraj nie dawała znaku życia,a wysłałem jej setki wiadomości. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha. Numer zajęty.
- Kurwa.
- Co jest ? Dziewczyna nie odpisuje ? - spytał Lou. - Znam ją ?
- Ona nie jest moją dziewczyną, ale tak. Znasz ją.
- Może mała podpowiedź ?
- To Charlie.
- Ta śliczniutka brunetka z baru ? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
- Mhmm. Martwię się, bo nie odpowiada - w prawej dłoni, w której trzymałem telefon, poczułem wibracje. Odblokowałem telefon i zerknąłem do skrzynki odbiorczej.
Od Charlie :
O mnie się nie martw, żyję ;)
Odetchnąłem z ulgą, mając pewność, że jest bezpieczna.
- Odpisała ?
- Odpisała - odpowiedziałem. - Nie byłeś przypadkiem umówiony z El ?
- A właśnie. To do wieczora ! - zawołał i wybiegł z pokoju. Pokręciłem głową z dezaprobatą i przykryłem się po uszy czarną kołdrą. Raz na jakiś czas można sobie odpuścić zajęcia.
Z perspektywy Louis'a.
- Hej kotku - zawołała Eleanor.
- Hej - mruknąłem i ucałowałem jej napudrowany policzek.
- Gdzie mnie dzisiaj zabierasz ?
- Jest taka ładna pogoda, więc uznałem, że przejdziemy się po mieście.
- Pewnie - przytaknęła, a ja chwyciłem jej zmarzniętą dłoń.
- Zimno ci ?
- Trochę.
- To po drodze wskoczymy do jakieś kawiarenki, a na razie musisz wytrzymać - wymruczałem jej do ucha, na co zachichotała.
Powoli przemierzaliśmy oświetlone ulice Londynu, zbliżając się do mojego ulubionego lokalu. Jak przystało na dżentelmena, otworzyłem przed nią drzwi i przepuściłem ją przodem.
- Co ci zamówić ? - spytałem przyglądając się menu, zawieszonemu na ścianie.
- Czekoladę z bitą śmietaną - odpowiedziała. - Zajmę nam stolik.
Ustawiłem się w kolejce i cierpliwie czekałem na swoją kolej. Złożyłem zamówienie i przysiadłem się do El.
- Zamyślony dzisiaj jesteś - stwierdziła po dłuższej chwili.
- Po prostu zmęczony. Nie wyspałem się dzisiaj.
Kelnerka przyniosła nasze gorące napoje, za co jej podziękowałem. Upiłem łyk świeżo mielonej kawy, zastanawiając się co w tej chwili robi Harry. Spojrzałem na zegarek, na którym wybiła godzina dziewiętnasta.
- Czas wracać do domu - szepnęła i wstała z miejsca.
- Odwiozę cię - zaproponowałem.
- Nie musisz. Z resztą i tak miałam jeszcze wpaść do koleżanki. Dobranoc Lou.
- Słodkich snów - powiedziałem, gdy brunetka zamknęła za sobą drzwi. Zapłaciłem i wyszedłem z kawiarni, kierując się w stronę akademika. Zarzuciłem na głowę kaptur i przyśpieszyłem kroku. Skręcając w boczną uliczkę, wpadłem na czyjeś mniejsze ciało.
- Charlie ? - zapytałem z niedowierzaniem, przyglądając się jej małej posturze.
- Hej Lou - wybełkotała.
- Widzę, że nieźle zabalowałaś. Chodź odprowadzę cię.
Na szczęście mniej więcej wiedziałem gdzie mieszka. Zamówiłem taksówkę i cierpliwie czekałem podtrzymując dziewczynę, by nie upadła na ziemię.
- Cholera - jęknęła i zgięła się w pół.
- Trzeba było tyle nie pić - stwierdziłem. Parę minut później nadjechała taksówka. Wepchnąłem do niej Charlie i usiadłem obok niej. Podałem jej adres zamieszkania, a kierowca prędko ruszył widząc w jakim stanie jest Charls.
- Chodź - podałem jej rękę, pomagając jej wstać. Wyjąłem jej klucze z torebki, po czym otworzyłem drzwi.
- Gdzieś ty była ?! - krzyknął znajomy głos z wnętrza mieszkania. Podniosłem wzrok i zaskoczony zerknąłem na Marie, która stała przed nami w szlafroku.
- Ja już pójdę - wymamrotałem i prędko wyszedłem z mieszkania.